Świadectwa

Alleluja !
Paweł 27 lat , Przeworsk.
Witam serdecznie,  pragnę podzielić się doświadczeniem żywego Pana Boga, którego doświadczyłem w Panamie podczas Światowych dni Młodzieży.  Jeszcze przed podróżą modliłem się  pytając Pana  Jezusa czego oczekuje ode mnie, co miałbym robić już tam w Panamie. W mym sercu miałem takie przekonanie, że lecę na drugi koniec  świata, trochę do „pracy”, trochę na wakacje, odpocząć .

Miedzy zajęciami, w wolnym czasie poszedłem z panamską koleżanką do Kaplicy, aby modlić się na różańcu.  Spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że jest kilka minut po 15.00 . Zaproponowałem, abyśmy odmówili  Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Zdziwienie rozlało się na jej twarzy, wytłumaczyła mi, że nie wie co to jest,  a ja chyba byłem jeszcze bardziej zdziwiony, że ktoś na świecie jeszcze tej pobożności nie zna, tym bardziej, że w parafii, w której mieszkaliśmy – La Arena – Patronuje  Matka Miłosierdzia, a w Świątyni znajduje się obraz Jezusa Miłosiernego .  Wyszukałem na telefonie tekst koronki w Języku Hiszpańskim i tak moja przyjaciółka z Panamy odmówiła po raz pierwszy tę modlitwę .
Wydarzenie to sprawiło wielkie pragnie podzielenia się z Braćmi i Siostrami Koronką .
Wysłałem tekst modlitwy w miejscowym języku do wszystkich nowo poznanych osób.

Pojawiały się wtedy myśli zniechęcenia, że to na nic, bo nikt tym nie będzie zainteresowany. Coś sobie ubzdurałem.  Gorąco w modlitwie polecałem moje doświadczenia i coraz mocniej byłem wewnętrznie przekonany, że to jest ta „praca”, którą mam do wykonania w Panamie.

Następne wydarzenia dzieją się już w stolicy Panamy .
Dobry Bóg dał mi dwa promyki bardzo jasnego światła.
Poznałem Marie – również Panamkę, która uczy się języka polskiego po to, aby mogła wstąpić do zakonu w Krakowie tam, gdzie Jezus dał ludzkości kult do Miłosierdzia Bożego Świętej siostrze Faustynie. Natychmiast pojawiła się refleksja – dziękuję Ci Panie za ten znak – Ty tego naprawdę chcesz!

Kilka dni później w ogromnej galerii handlowej wraz z grupą przyjaciół z Polski odmawialiśmy właśnie koronkę do Bożego Miłosierdzia. Znajomym również wspomniałem o moich doświadczeniach polecając we wspólnej modlitwie rozprzestrzenianie się tej pobożności .
Odmawiając 3 dziesiątek spotkał nas kapłan, który jest proboszczem we wspominanej  miejscowości La Arena . Poprosiliśmy go, aby dołączył się do wspólnej modlitwy,  tu następny szok. Ksiądz również mówi, że nie zna tej pobożności. Postąpiłem tak, jak w pierwszej sytuacji i wyświetliłem tekst po hiszpańsku na telefonie. Pomodliliśmy się razem,  prosiłem o przekazywanie tej modlitwy wszystkim, których ten Kapłan spotka na swej drodze . Spotkanie to było bardzo emocjonalne i wzruszające, polały się łzy radości i żalu z rozstania .
Pan Bóg mocno, bardzo mocno dotkną mojego serca tymi wydarzeniami jak i całą wyprawę.
Utwierdził mnie w przekonaniu, że wszystko jest w Jego rękach, że To Bóg wyznacza czas i miejsce spotkań. Pogłębiając ufność w Jego dobroć i zatroskanie o swoje dzieci. Umacniając w przekonaniu, że każdy jest potrzebny w Kościele a Pan może posłużyć się każdym człowiekiem .

Jezu Ufam Tobie !
Chwała Panu !

Świadectwo

Wyjazdu do Panamy nie zapomnę nigdy. Podczas dni w diecezji La Arena mogłam przebywać z ludźmi pełnymi energii, radości i chęci do  życia. Codziennie pokazywali nam jak pięknie można wychwalać Pana i jak młodzi chrześcijanie powinni robić w Kościele raban. Mimo barier językowych codzienne przebywanie ze sobą przynosiło nam ogromną radość. Często modliliśmy się na różańcu w kilku językach na raz. Najpiękniejsza była dla mnie adoracja, kiedy w małym pomieszczeniu przy tabernakulum młodzież śpiewała i rozmawiała z Bogiem, płacząc przy tym. Miło wspominam też entuzjazm z jakim witali nas mieszkańcy wychodząc z domów, czy mijając nas na ulicy.  To czego się nauczyłam, co zobaczyłam, jakich ludzi poznałam zostanie w moim sercu na zawsze.

Anna Z.

Droga krzyżowa
W mojej pielgrzymce do Panamy najbardziej uderzyły mnie słowa Papieża Franciszka
wygłoszone podczas drogi krzyżowej. Papież kierował swoje słowa do Boga, jakby się
modlił, parafrazując mówił : Ty Boże utożsamiasz się z każdym cierpieniem i samotnością,
którzy cierpią obojętność w cieniu swoich braci, zatraceni w wygody tego świata. Panie
Twoja droga nadal trwa, odwracamy wzrok, zatykamy uszy hałasem tego świata ,
zakrywamy usta aby nie krzyczeć. Łatwiej żyć i być blisko tego, który jest uważany za
popularnego i wygrywającego, być w blasku chwały i oklasków , czuć się kimś ważnym. Dla
Pana tak nie jest. Bierze w ramiona tych wszystkich, których uważamy za niegodnych uścisku, błogosławieństwa, czułości i poświęcenia swojego czasu .
Jestem człowiekiem cichym, w Panamie czułem się niekiedy jak gwiazda. Byliśmy witani
oklaskami, czułością. Ludzie z La Areny oddawali dla nas serce, lecz i tam można było
zauważyć podziały zwłaszcza w czasie wolnym od zajęć. Ludzie przebojowi i pewni siebie byli
bardziej oblegani i zauważani przez tamtejszych. Tak jak i w Polsce, tam też spotkać można
było ludzi bezdomnych, chorych, opuszczonych, z różnymi niepełnosprawnościami,
zniewolonych. Przemykali po ulicach Panamy pełni samotności i odrzucenia, pozbawieni
zainteresowania ze strony pielgrzymów czy braci w wierze, nie zdajemy sobie sprawy, że tego
potrzebują.
Podczas Drogi Krzyżowej Papież pyta : “ czy trwamy u stóp krzyża jak Maryja? “
Z takim pytaniem przyjechałem z Panamy, Niech każdy z nas rozglądnie się dookoła
naszych miast, wsi, domów, rodzin i znajomych i zada sobie to pytanie.

Maciej Z.

14-stego stycznia 2019 r. około 6 rano wyleciałyśmy charterowym samolotem z pielgrzymami z Warszawy do Panamy. Po wielu miesiącach przygotowań zostały zrealizowane nasze marzenia i lecieliśmy do „ miejsca zwołania i marzeń”, jak nazwał Panamę papież Franciszek.
Razem z siostrą miałyśmy nadzieję, że doświadczymy tego samego poruszenia duchowego jakie towarzyszyło nam przy ostatnim ŚDM-ie w Krakowie. Poza tym nie oczekiwałyśmy niczego specjalnego. Leciałyśmy z otwartymi głowami i sercami, gotowe na nowe doświadczenia, znajomości, przeżycia. Kiedy wylądowałyśmy zostaliśmy przywitani bardzo ciepło, zarówno przez pogodę jak i mieszkańców Panamy. Już w momencie kiedy wychodziliśmy z lotniska, zostaliśmy przywitani przez bardzo dużą grupę Panamczyków, czekających na nas z polskimi flagami i głośno wiwatujących. Jeszcze piękniejsze powitanie przygotowali dla nas mieszkańcy miejscowości, w której mieszkaliśmy w diecezji Chitre. Wszyscy wolontariusze, rodziny, które miały nas przyjąć i część mieszkańców czekali na nas pomimo późnej pory i w momencie w którym przyjechaliśmy na miejsce, przywitali nas śpiewem, radosną muzyką i wspólnym tańcem. Dzięki temu od razu mogliśmy się poczuć częścią tej wspólnoty, a nie tylko obcymi, którzy mieliby z nimi mieszkać i spędzać czas. To właśnie ten duch wspólnoty i jedności wywarł na mnie największe wrażenie. To naprawdę cudowne przeżycie kiedy nie ma dla was barier językowych czy rasowych. Kiedy msza święta, różaniec czy pieśni odbywają się w różnych językach, a jednak wyrażają jedną myśl. Proste czynności jak wspólne posiłki, zabawy czy tańce uwidaczniały to, że nie jesteśmy grupami młodych ludzi pomiędzy, którymi są wyraźne bariery kulturowe, obyczajowe czy językowe, których nie można ominąć. Nie! W tych prostych codziennych czynnościach mogliśmy dostrzec, że bez względu na położenie geograficzne czy obyczaje borykamy się z podobnymi problemami. Byliśmy wspólnotą, która potrafiła wykorzystać różnice, nie by się dzielić, ale jednoczyć i tworzyć coś pięknego, coś wyjątkowego. Mogliśmy się nawzajem od siebie uczyć, dowiadywać, poznawać. Wszyscy to czuliśmy. Wszyscy tworzyliśmy cos pięknego. Dlatego kiedy się żegnaliśmy wszyscy płakaliśmy, nawet proboszcz parafii, która nas ugościła, ze wzruszenia płakał w czasie odczytywania podziękowań i pożegnań. Byliśmy zjednoczoną wspólnotą, rodziną i ten piękny duch utrzymywał się, a nawet wzrósł w czasie centralnych Światowych Dni Młodych w Panamie. Wspólne modlitwy, wysłuchiwanie przesłania papieża Franciszka, dawanie świadectw to wszystko widzieliście, to zostało pokazane. Ale wydaje nam się, że wspólne zabawy, rozmowy, koncerty czy msze także równie mocno nas zespajały. Pokazywało to, że możemy nie tylko pięknie przeżywać czas modlitwy i zadumy, ale możemy się dobrze wspólnie bawić, zawiązując nowe, ciekawe znajomości i nie przekraczając przy tym moralności i sumienia. Gospodarze tegorocznego spotkania młodych zadbali, abyśmy się czuli swobodnie i bezpiecznie, abyśmy mogli skorzystać z uroków Panamy i tego co oferują jej mieszkańcy. Trzeba tu wspomnieć o wielkiej gościnności, życzliwości i otwartości Panamczyków, którzy dzielili się z nami wszystkim co mieli. Bez względu czy mieszkaliśmy w stolicy Panamy w pięknym mieszkaniu czy w skromniejszym domu w la Arenie, ludzie, którzy nas przyjmowali traktowali nas jak członków rodziny i służyli czym tylko mogli. Skoro powiedzieliśmy o służbie, nie możemy nie wspomnieć o tej, która podczas obecnego ŚDM-u zostało postawiona jako wzór. Maryja, która w Kanie, pod krzyżem i obecnie swoją cichością, pokorą i służbą ma większy wpływ na ludzi niż bogacze czy ci, którzy wiele mówią i wiele obiecują. Przykład Maryi, a także Spotkania Młodych w Panamie pokazał nam nie tylko jak zróżnicowaną ale harmonijną i zjednoczoną rodziną jest Kościół. Mogłyśmy zobaczyć, że drogą do zbawienia jest po prostu zaufać Bogu, powtórzyć za Maryją „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa twego” czy „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”. Nie wiedziałyśmy co nas czeka w Panamie, jacy są tam ludzie, jak nas przyjmą w diecezji. Ale zaufałyśmy Bogu i przeżyłyśmy cudowny czas w la Arenie i zawiązałyśmy przyjaźnie z jej mieszkańcami. Później, kiedy przyjechaliśmy do stolicy ponownie nie wiedzieliśmy co dalej będzie i tęskniliśmy za naszymi przyjaciółmi z Chitre. Ale zaufałyśmy Panu i nie tylko poznaliśmy kolejną kochaną rodzinę,ponownie mogliśmy spotkać przyjaciół, których poznaliśmy w diecezji, ale osiągnęliśmy takie małe niebo tu na ziemi. Bo czy nie tak możemy nazwać to co działo się w Panama City, kiedy ludzie z różnych zakątków świata, o różnych kulturach, językach, doświadczeniach, w różnym wieku i pełniących różne funkcje w społeczeństwie, którzy jednym głosem uwielbiają Boga, a w centrum tego wszystkiego jest Jezus i Maryja. Drogą do osiągnięcia tego „nieba” było zaufanie Bogu. Tą drogą możemy, a nawet powinniśmy podążać każdego dnia, bo jest to jeden z pewnych dróg do zbawienia.
Na końcu chciałybyśmy podziękować tym wszystkim, którzy nam pomogli spełnić to marzenia, doświadczyć tego wszystkiego, co tu opisałam. Bardzo dziękuje wszystkim tym, którzy wsparli nas duchowo i finansowo, jestem pewna, że Bóg wynagrodzi wam waszą ofiarę. Z całego serca dziękujemy.

Gosia lat 18 i Julka lat 17 Gredes z Jodłówki k. Pruchnika (siostry)

Alleluja!
Małgosia 16 lat, Leżajsk
Na Światowych Dniach Młodzieży byłam po raz pierwszy. Do Krakowa nie pojechałam pod pretekstem, że mam już inne plany, ale obiecałam sobie, że na pewno pojadę na następne, jeszcze nawet nie wiedząc gdzie będą. Kiedy okazało się, że jest to Panama nie porzuciłam swojego marzenia, chociaż wiedziałam, że to mało prawdopodobne bym się tam pojawiła. Po jakimś czasie okazało się, że przy naszej parafii zbiera się grupa chętnych osób na ten wyjazd. Bez żadnego zastanowienia zapisałam się, a dopiero później zdałam sobie sprawę z powagi tego wyjazdu. Trzeba było zdobyć niemało pieniędzy, ale od razu wraz z księdzem zaczęliśmy organizować różne akcje i ostatecznie wszystko się udało. Lecimy do Panamy!
Przed samym wyjazdem wcale jednak nie odczuwałam takiej radości… Było dużo nerwów, czasem i kłótni, bo to jeszcze pieniędzy brakuje, sił, czasem nawet lały się łzy… Jednak nadszedł ten dzień kiedy spakowałam walizkę, pożegnałam się z rodziną, wsiadłam w autokar i odwrotu już nie było. W mojej głowie kotłowało się wiele myśli: „Jak to będzie?”, „Czy dogadam się z tamtymi ludźmi?”, „Czy wytrzymam tyle czasu bez moich najbliższych przyjaciół?”. Czułam strach i niepokój, jednak już po spowiedzi i rozmowie z księdzem było trochę lepiej. Następnie dłuuugi lot, jeszcze kilka godzin w busie do La Arena (wioski, gdzie spędzaliśmy Dni w Diecezji) i byliśmy na miejscu! Już po wyjściu z busa zostaliśmy przywitani radosnym śpiewem, tańcem i grą na instrumentach. Wraz z kolejnymi dniami tylko się rozkręcało. Na każdym kroku, w każdej wolnej chwili panamczycy rozkręcali imprezę. Ich radość była niesamowita! Będąc przy nich zapominało się o wszystkich problemach i smutkach. Liczyło się tu i teraz! Tak samo rodziny, u których spaliśmy oddały nam całe swoje serca i wszystko co mieli, pomimo że byli dość ubodzy, jednak nie brakowało nam niczego. Kiedy tylko czegoś potrzebowaliśmy za wszelką cenę starali się nam pomóc. Tak jak powiedziała jedna z uczestniczek: „Nie mieli nic, a dali nam wszystko!”. Kiedy mieszkaliśmy w stolicy byliśmy niemniej zachwyceni gościnnością i serdecznością rodzin. Tak samo dali nam wszystko co było potrzebne, chociaż już nie byli tak ubodzy, czasem można byłoby nawet powiedzieć, że byli bogaci.
Dla mnie najmocniejszym doświadczeniem z tych Światowych Dni Młodzieży była właśnie radość tych ludzi, a później jak się okazało ich życia wcale nie były aż takie kolorowe. W La Arena był pewien chłopak, który jeździł na wózku, bo jego nogi nie były dobrze rozwinięte. Zawsze był taki radosny i szczęśliwy! Później dowiedziałam się, dlaczego jest niepełnosprawny. Jego rodzice chcieli go abortować, jednak nie udało im się… Kiedy to usłyszałam, aż pociekły mi łzy! „Niesamowite! Jak on może być taki szczęśliwy, żyjąc z myślą, że jego rodzice go nie chcieli?” Była to dla mnie bardzo mocna lekcja. Rozmawiałyśmy także dużo z panią, u której mieszkałyśmy w Panama City. Mieszkała sama z 5-letnią córeczką, którą tak bardzo kochała! Opowiedziała nam, że dwa lata temu mąż zostawił je i związał się z inną kobietą… Później mówiła też o innych swoich problemach, ale zawsze powtarzała, że wie, że to wszystko to są próby, które przygotowuje dla niej Pan Bóg i ufa Mu, że to wszystko ma sens! Była także sytuacja kiedy pani na ulicy podeszła do nas i zaczęła opowiadać, że my (uczestnicy ŚDM) jesteśmy dużym błogosławieństwem dla nich, mieszkańców Panamy. Prosiła o modlitwę, ponieważ mają bardzo dużo problemów. Ciężko było uwierzyć w to wszystko, kiedy widziało się radość, miłość i szczęście tych ludzi! A jednak! Myślę, że to dzięki ich wielkiej wierze i ufności w Panu.
To wszystko było dla mnie wielką lekcją, szczególnie patrząc na mój nastrój przed wyjazdem. Aż wstyd się przyznawać, że mogłam czuć taki niepokój, tak w sumie bez powodu. Jednak do domu wracałam już szczęśliwa i radosna. Wiem, że ci ludzie już na zawsze będą dla mnie wzorem do naśladowania w radości i wierze! Tak samo już na zawsze zostaniemy rodziną, bo tam, w Panamie został kawałek mojego serca. Dziękuję Panu, że postawił na mojej drodze tych ludzi, moich nowych przyjaciół. Nigdy ich nie zapomnę!

„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!”Flp 4,4
Oni mogą to i my możemy!

Chwała Panu!

Jak Młodzież na Światowych Dniach Młodzieży i osoba Papieża przemieniły moje serce?

Na początku chciałbym zdradzić, że choćbym nie wiem jak się starał nie będę w stanie oddać w pełni tego co przeżyłem podczas ŚDM w Panamie. Ludzi byli tam tacy otwarci, pełni miłości, dobroci, czułości i radości. W życiu nie doświadczyłem czegoś takiego. Tego nie da się opisać to trzeba przeżyć. Mógłbym tam po prostu zamieszkać na stałe. Mam wielkie pragnienie, aby nauczyć się hiszpańskiego i kiedyś wyruszyć na misje jako wolontariusz do jakiegoś kraju hiszpańskojęzycznego. Gdzie mnie Bóg poprowadzi.  Podczas ŚDM Papież mówił prosto do mojego serca i  je poruszał. To jest mój papież, papież ludzi prostych, chorych i ubogich.

Mam na imię Piotrek, pochodzę z Markowej, aktualnie mieszkam w Rzeszowie. Jestem animatorem Ruchu Apostolstwa Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej od 6 lat. Aktualnie pracuję od kilku miesięcy jako wychowawca w świetlicy dla dzieci oraz studiuje pedagogikę. Moimi pasjami są  wolontariat i szalone podróże, zwłaszcza te rowerowe ale nie tylko.

Od zawsze marzyłem o tym, żeby pojechać na Światowe Dni Młodzieży. Dzięki temu, że w roku 2016 odbywały się one w Polsce, w Krakowie – mogłem je zrealizować. Uczestniczyłem w trzech ostatnich dniach. W tamtym czasie nawet nie rozważałem wyjazdu do Panamy, przecież to tak daleko, a w dodatku lot zapewne drogi. Nie było mowy! Jednakże rok przed ŚDM w Panamie pojawiła się możliwość wyjazdu dzięki pomocy Duszpasterstwa Akademickiego z Jarosławia. Tuż przed wyjazdem było bardzo ciężko, gdyż musiałem zdać całą sesję w trybie przyspieszonym. Miałem egzaminy jeszcze dzień przed wylotem. Z perspektywy czasu warto było włożyć ten wysiłek, zdać egzaminy i już ze spokojną głową polecieć do Panamy.

Cała podróż samolotem z Warszawy do Panama City trwała dwanaście godzin. Już na lotnisku obywatele Panamy, służby mundurowe, wolontariusze, dosłownie wszyscy witali nas brawami, z wielką radością trzymając tabliczkę Leżajsk-Przemyśl. Pracownicy lotniska bardzo chcieli zrobić sobie z nami zdjęcia. Następnie udaliśmy się wraz z wolontariuszami autobusem do naszej miejscowości – La Areny. Na miejscu było bardzo gorąco, ponad trzydzieści stopni, podczas gdy w Polsce  były ujemne temperatury. Po drodze oglądaliśmy urokliwy krajobraz Panamy. Po kilku godzinach podróży Światowe Dni Młodzieży zaczęły się na dobre. Gdy dotarliśmy do miejscowości La Arena, w diecezji Chitré, tłumy wolontariuszy powitały nas śpiewając i grając na wielu lokalnych instrumentach. Niektórych nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Wszyscy rzucali się nam na szyję czule przytulając – w ten sposób lokalna ludność wyrażała wielką radość z naszego przybycia. Następnie orkiestra z wokalistką zorganizowała dla nas spontaniczną zabawę przy tradycyjnych dźwiękach i rytmach typowych dla kultury panamskiej. Na początku nie wiedzieliśmy jak się zachować. Po chwili wszyscy ze sobą tańczyli z nieskrywaną radością na twarzach. Takiego przywitania, tak wielkiej otwartości nikt z nas się nie spodziewał. To było niesamowite. Czekali na nas, a my na nich dwa i pół roku. Po zabawie która równie dobrze mogłaby trwać do rana, poznaliśmy nasze rodziny u których nocowaliśmy.

Rodziny

Nie sposób w tym miejscu powiedzieć o relacji jaka się wytworzyła między mną, a rodziną u której nocowałem. Było to starsze małżeństwo, pan był głucho-niemy jednak nie było to żadną przeszkodą. Był bardzo pomocny, troskliwy i uśmiechnięty. Uczył mnie wytwarzania wyrobów ceramicznych. Jego żona również się o mnie bardzo troszczyła. Obydwoje robili wszystko, żeby mi niczego nie zabrakło. Mocnym doświadczeniem była dla mnie wieczorna wspólna modlitwa z całą rodziną. Zawsze trzymaliśmy się w okręgu za ręce i modliliśmy się spontanicznie raz po polsku raz po hiszpańsku. Po tym mogliśmy iść spokojnie spać.  Modlitwę odmawialiśmy również przed każdym posiłkiem. Lokalna kuchnia bardzo przypadły mi do gustu, szczególnie banany podawane na wiele różnych sposobów. Rodzina, która mnie gościła, ma siedmioro dorosłych dzieci. Często odwiedzał mnie jeden z ich synów wraz  z żoną. Bardzo się z nim zżyłem. Na początku miałem niemałą obawę jak się będziemy dogadywać, skoro ja nie znam hiszpańskiego, a oni polskiego, jednak otwartość obu stron całkowicie usunęła te obawy. Chętnie uczyłem się hiszpańskiego, wiele można było pokazać na migi. Korzystaliśmy też z translatora. Gospodyni tak się mną opiekowała i troszczyła żeby niczego mi nie brakowało, że zacząłem do niej mówić mądre czyli matko. Rodzina za wiele nie posiadała, nie byli to bogaci ludzie, ale dzielili się wszystkim co mieli. Tak mnie polubili, że proponowali mi, żebym u nich zamieszkał jeśli tylko chce i powiedzieli, że ich dom jest moich domem. Dawali mi dużo ciepła, co było dla mnie poruszające. W Polsce czasami ludzie boją się okazywać uczucia, tam w Panamie przeciwnie – nie potrafią nie okazywać uczyć. W trakcie jak i ostatniego dnia dostałem od nich niezliczoną ilość prezentów takich jak: kilka koszulek, w tym tradycyjne panamskie, spodenki, ręcznik, szalik, koc, czapkę, ceramikę ręcznej roboty i wiele, wiele innych. Byłem dla nich jak syn. Nigdy ich nie zapomnę.

W Panama City mieszkałem już w wieżowcu, na piętnastym piętrze. Spałem u młodego mężczyzny. Staliśmy się przyjaciółmi. Rozmawialiśmy dużo po angielsku o Bogu i Światowych Dniach Młodzieży. Bardzo się polubiliśmy. Możliwe, że za dwa lata spotkamy się w Polsce, gdyż mój nowy przyjaciel lubi podróże tak jak ja i zastanawia się na odwiedzeniem naszego kraju.

Msze Święte

Wracając do dni w diecezji. Dla mnie osobiście największym przeżyciem były eucharystię. Każda msza była pięknie oprawiona śpiewem lokalnego zespołu, który miał bardzo żywe wykonania. Również nasz polska grupa obstawiała eucharystię. Każda msza poruszała moje serca. Nie mogłem się doczekać spotkania z Papieżem i byłem ciekaw o czym będzie mówił. W momencie przekazania sobie znaku pokoju wszyscy długo się do siebie przytulali. To był wyjątkowy moment. Oprócz grupy z Polski do la Areny przybyli pielgrzymów z Meksyku, Brazylii, Kolumbii, Francji, Australii i afrykańskiej Gwinei. Najważniejsza jednak była dla mnie komunia święta. Bardzo mnie wzruszyła, była dla mnie wielkim umocnieniem i napełniała moje serce prawdziwą miłością. Piękny śpiew pomagał mi się zanurzać w modlitwie skierowanej prosto do Jezusa. Dotknęły mnie słowa, które usłyszałem na jednej z mszy, że spotykamy się tutaj z pięciu kontynentów wspólnie wielbić Boga i cieszyć się sobą – i tak właśnie będzie w Niebie.

Adoracje

Jeden z księży, którego mój kolega poprosił o błogosławieństwo powiedział nam, że wiele dobrego dzieje się na ŚDM-ie, ale najwięcej się dzieję, gdy klękamy przed Jezusem w ciszy przed najświętszym sakramentem. Kiwnąłem wtedy głową wiedząc o czym mówi. Od kilku miesięcy modlę się w ciszy kilka razy w tygodniu przed najświętszym sakramentem modlitwą Jezusową i w Panamie potrzebowałem jej jak wody  toteż szukałem miejsc, gdzie mogłem w ciszy stanąć przed Bogiem . W La Arena na dniach w diecezjach wiele się działo. Było dużo zabawy, jednak nie zapomnę adoracji, którą zorganizowali dla siebie miejscowi wolontariusze. Przepraszali, prosili i uwielbiali Boga rzewnie przy tym płacząc. Modlili się spontanicznie i widać było, że wszystko płynie prosto z ich serc… Sam uroniłem łzy podczas osobistej modlitwy. Poruszyła ona całe moje serce. Tak bardzo tęsknię za tymi ludźmi! Cieszę się, że zaraz po mszy zdecydowałem się pójść na te adorację, chociaż nie mieliśmy jej w naszym programie dla pielgrzymów.

Młodzież z La Arena

Miejscowa grupa religijna i wolontariusze byli, jak już powiedziałem opisując powitanie, bardzo otwarci. Mimo iż nieliczni z nich mówili po angielsku to język nie był barierą. Było nawet dzięki temu ciekawiej. Bardzo się zżyłem z ludźmi z La Areny. Wspólnie modliliśmy się, śpiewaliśmy, tańczyliśmy. Taniec i śpiew to wszystko jest wpisane w kultura latynoską. Ludzie są tam bardzo spontaniczni, otwarci, życzliwi, nie boją się okazywać uczuć i nigdzie się nie spieszą. Wielkim przeżyciem była dla mnie piesza pielgrzymka do sąsiedniej miejscowości Chitré, podczas którejmodliliśmy się publicznie na różańcu oraz śpiewaliśmy i tańczyliśmy całą drogę. Wszyscy nas pozdrawiali na ulicach i z domów. Na miejscu udaliśmy się na koncert. Innym razem byliśmy w Chitré na paradzie wszystkich świętych. Co za bogactwo kulturowe. Każda szkoła z okolicy  niosła swojego świętego patrona w pięknych specyficznych strojach oczywiście wraz ze śpiewem i tańcem.  W La Arena mieliśmy też kilka ciekawych wieczornych imprez  m. in. wieczór kultur, na który rodziny ubrały nas w tradycyjne panamskie stroje. Podczas tej imprezy każdy kraj prezentował coś swojego. Gdy wyjeżdżaliśmy z La Arena czułych uścisków nie było końca. Był to bardzo poruszający moment. Sam płakałem ze smutku rozstania i następnie się śmiałem z radości z tego co mnie tam spotkało. Jeszcze jak siedzieliśmy w autobusie nasi przyjaciele podchodzili do nas przytulali się, bądź łapali nas za ręce. Nawzajem się błogosławiliśmy . Mieliśmy nadzieję spotkać się w Panam City. Tak też się stało. Gdy ich spotykaliśmy w stolicy wszystko nabierało jeszcze większego sensu. Zrobiliśmy sobie mnóstwo pamiątkowych zdjęć. Wszystkich otaczam modlitwą i czule ściskam.

Centralne wydarzenia w Panama City

Po dniach w diecezjach przyszedł czas na spotkanie z Papieżem. Tyle wspaniałych wrażeń było za nami, a jeszcze tyle miało się wydarzyć. Pierwszego dnia poznaliśmy nasze nowe rodzinnych, u których  mieliśmy spać. I następnego dnia ruszyliśmy na miasto. Na początku nie było łatwo ale z czasem coraz bardziej poznawaliśmy stolicę i możliwości komunikacji. Na ulicach, szczególnie w metrze widziałem morze pielgrzymów –  młodzieży z całego świata. Wszyscy pełni radości, jakby dwa i pół roku czekali na to spotkanie. W każdym przedziale widać było szalone śpiewy i my sami w nich uczestniczyliśmy, chociaż trudno z żywiołowością i spontanicznością dorównać latynosom. Wszyscy chcieli się podzielić czymś ze swojego kraju czy to obrazkiem czy opaską. Robiliśmy ze sobą mnóstwo zdjęć z narodowymi flagami. Każdy był dumny ze swojej i chętnie nosił inne. Już we środę, gdy miał przyjechać papież, wraz z moimi przyjaciółmi z Polski – Maćkiem i Anią udaliśmy się do jednego z miejscowych parków. Nie mogliśmy znaleźć drogi. Z racji upału poszedłem do przypadkowego domu po wodę. Domownik zaprowadził nas do sąsiada, który znał angielski i własnym samochodem zawiózł nas do miejsca, gdzie jak się okazało, było wejście na najwyższy punkt widokowy na obrzeżach Panama City. W ten sposób zaczęliśmy nasze wspólne podróże autostopowe. Na szczycie modliliśmy się o 15.00 koronką do miłosierdzia bożego. Na koniec Maciek poprosił, abyśmy zobaczyli papieża. Gdy zeszliśmy na dół zastaliśmy zamkniętą ulicę, którą niebawem miał przejeżdżać papież. Co za szczęście. Czekaliśmy jakąś godzinę, może dwie wraz z małymi panamskimi dziećmi. Tylko my mieliśmy flagę inną niż panamska czyli polską. Wszyscy się dziwili i cieszyli, że jesteśmy. Najbardziej cieszyła radość dzieci na widok papieża. Dla nas też to było przeżycie. Pierwszy raz widzieliśmy go z tak bliska. Innym razem modliliśmy się razem koronką o 15.00  w galerii Albrook i nagle spotkaliśmy proboszcza z parafii z La Arena, gdzie byliśmy na dniach w diecezjach. Było to bardzo radosne i wzruszające. Zaproponowaliśmy wspólną modlitwę koronką, okazało się jednak, że on jej nie zna, więc powiedzieliśmy mu jak się ja odmawia. Dałem mu ostatni obrazek jaki miałem z tą koronką, niestety miałem tylko polską wersję. Jeszcze innym razem modliliśmy się koronką w parku krajobrazowym w ogrodzie botanicznym. Poprosiliśmy na koniec o to, żebyśmy zobaczyli dżungle. Po chwili wyszliśmy na ulicę i złapaliśmy na stopa kierowcę, jak się okazało żołnierza, który zawiózł nas pod wejście na szlak do dżungli. Prowadził on pod górę na szczyt, punkt widokowy (niestety zamknięty). Nie zapomnimy jednak uroków pieszej wędrówki, egzotycznych drzew, lian, zwierząt, roślin i wysokiej temperatury powietrza, dzięki której czuliśmy się jak w saunie parowej (wilgotność). Z powrotem jechaliśmy z parą z Francji, a następnie zatrzymała nam się policjantka. Wszystkich kierowców obdarowywaliśmy obrazkami z Polski. W wędrówce po Panama City modliliśmy się również za wszystkich, których spotykaliśmy, zwłaszcza braci i siostry z La Areny. Spotkaliśmy się z nimi kilka razy.  Były to bardzo radosne i trudne do opisania przeżycia. To trzeba po prostu przeżyć! Najbardziej cieszyły spontaniczne spotkania na ulicy, zawieranie znajomości  z ludźmi z całego świata, wzajemne pozdrawianie, błogosławieństwo, wspólne zdjęcia. Czasami zawierałem trwalsze znajomości. Mam nadzieję, że  spotkam tych ludzi  za trzy i pół roku w Lizbonie w Portugalii.

Spotkania z Papieżem i katechezy

Pan Bóg mówił do mnie najbardziej w ciszy oraz za pośrednictwem papieża. Również bardzo mocno dotarły do mnie bardzo słowa biskupa z Radomia Piotra Turzyńskiego, który mówił o problemach współczesnej młodzieży. Szczególnie dotknęły mnie następujące słowa: Muszę siebie pokochać. Jesteś chłopakiem, bądź chłopakiem,  jesteś nastolatkiem, nie próbuj udawać starca. Bądź sobą, nie musisz nikogo udawać. Bądź na maksa.  Chłopakiem, dziewczyną, księdzem. Odkryj rolę jaką masz do odegrania w Bożym spektaklu czyli twoim życiu. Każda słodycz na tym świecie nas zmuli. Najradośniejsze towarzystwo, najsłodszy sex nas zmuli. Tylko Bóg się nie przeje. Dajmy się poprowadzić Duchowi Świętemu. Papież z kolei w czwartek mówił dużo o miłości i wolności, krytykował myślenie, że chrześcijaństwo to zbiór praw i zasad. Ocenił takie pojmowanie wiary jako odpychające. Zwracał uwagę na tych, którzy chcę dzielić i nas, którzy są wprowadzać pokój. Pytał. Czy chcecie być budowniczymi mostów? Odpowiadaliśmy – chcemy! W piątek na drodze krzyżowej mówił dużo o Maryi, żeby tak jak ona być blisko cierpiących i żeby wstawać po upadkach. Wskazywał, abyśmy tak jak Maryja odpowiadali Bogu tak, przyjmowali Bożą miłość i się nią dzielili z innymi. Papież mówił też o chorych, niepełnosprawnych i pytał czy oni zasługują na miłość? Najbardziej jednak zapamiętałem cztery elementy, których funkcjonowanie jest potrzebne do zdrowego rozwoju, tj. rodzina, wspólnota, praca i edukacja. Jeśli czegoś nie ma człowiek w coś ucieka.  Następca Piotra pytał dorosłych jakie warunki do życia zapewniają młodym i zachęcał, aby potrafili spojrzeć na młodych ich oczyma. Na koniec mówił, że  my młodzi jesteśmy teraźniejszością, jesteśmy teraz. Mam być tu i teraz. W sobotę  tuż przed czuwaniem, gdy wraz koleżankami poszedłem do innego sektora odwiedzić naszych przyjaciół z La Arena zostaliśmy zamknięci w sektorze, gdyż niebawem miał tamtędy przejeżdżać papież. Gdy Ojciec Święty przejeżdżał tuż obok nas popatrzył się na nas swoimi pięknymi, pełnymi miłości, niebieskimi oczami. Aż mnie później dreszcze przechodziły. Tego momentu nie zapomnę do końca życia. Następnie  rozpoczęło się czuwanie nocne, które również było wielkim duchowym przeżyciem. Towarzyszyły mu piękne piosenki. Był też czas na modlitwę w ciszy. Czuwanie bardzo poruszyło moje serce i obudziło we mnie jeszcze bardziej pragnienie misji w jakimś hiszpańskojęzycznym kraju Ameryki Łacińskiej. Z soboty na niedzielę między sektorami spontanicznie zbierały się grupy Latynosów i Afrykańczyków, którzy tańczyli, śpiewali i bawili się do białego rana. Ja wytrzymałem do piątej rano. Nie zapomnę tej nocy, było tam tyle radości. Młodzi Latynosi pokazali jak cieszyć się życiem. W niedzielę o ósmej rano mieliśmy mszę rozesłania. Po mszy gdy rozbrzmiewał hymn JMJ i inne piosenki po hiszpańsku było mi smutno, chciało się płakać, gdyż trzeba było wracać. Mógłbym tam jeszcze długo zostać. Tuż przed powrotem siedząca koło mnie Filipinka dała mi krzyżyk ze swojego kraju, który był zrobiony z perły. To było bardzo miłe z jej strony. Noszą go do tej pory.

Pan Bóg uczynił wielkie cuda. Po tym ŚDM-ie chcę jeszcze bardziej dzielić się miłością z innymi ludźmi. Przenosić atmosfera i ducha spotkania z papieżem na moja codzienność, na ludzi, których spotykam każdego dnia. Mam być przecież teraźniejszością. Jak więc mógłbym tak nie czynić? Wiara musi być żywa nie można jej zamykać bo inaczej staje się martwa. Jeśli Bóg będzie chciał wrócę do Panamy i spotkam się z moimi rodzinami, braćmi i siostrami. Jeśli taka będzie Jego wola to pojadę na misje do Ameryki Łacińskiej. Bardzo tego pragnę. Bóg będzie mi wszystko stopniowo objawiał w ciszy. Na razie jednak skupiam się na tu i teraz i na niczym innym. Mam też pragnienie częstego odmawiania koronki do miłosierdzia bożego. To zapewne za sprawną moich przyjaciół z Polski oraz pewnej panamki – Marii , którą spotkaliśmy w Panama City, a która chce się nauczyć języka Polskiego i wstąpić do zakonu w Polsce i zostać Apostołką Bożego Miłosierdzia. Zachęcam Was wszystkich do pojechania na ŚDM do Lizbony, niech Bóg Was błogosławi, głoście miłość!

Piotrek Kochmański

Jadąc na światowe dni młodzieży nie wiedziałam czego się spodziewać ale to wszystko co tam zobaczyłam i doświadczyłam już na samym początku przerosło moje oczekiwania, oczywiście w pozytywnym sensie. Wielka niewiadoma z którą przyjechałam zamieniła się w wielką miłość i radość której doświadczyliśmy od mieszkańców Panamy.. Szczególnie w moim sercu zostaną mieszkańcy La Areny gdzie mieszkaliśmy przez pierwszy tydzień zrobili wszystko żebyśmy poczuli się jak w domu. Ludzie którzy materialnie mieli bardzo mało ale za to duchowo byli bardzo bogaci podzielili się z nami wszystkim co mieli .. Oddali nam swój dom i całe swoje serce – stali się moja rodziną. Zarazili nas swoim entuzjazmem wiary i życia, który mi osobiście udziela sie do dziś ! bardzo uderzyło mnie to jak młodzi ludzie z wielką wiarą i zaufaniem odmawiają różaniec, można było dostrzec jak to jest ważne w ich życiu. Dzięki  różnorodności krajów, języków i kultury w pewnym momencie miałam wrażenie jakby Bóg ukazał mi jak to jest w niebie wielka różnorodność a jednak tak ogromna jedność ! Był czas na zabawę, tańce i śpiewy ale również czas aby zastanowić się nad własnym życiem i powołaniem szczególnie w momencie kiedy słowo głosił ojciec święty wtedy miałam wrażenie jakby znał mnie, moja historię życia i kierował to specjalnie do mnie. Już teraz krótko po powrocie widzę owoce tego wyjazdu. Wyjazd na ŚDM dał mi odwagę aby marzyć i spełniać te marzenia . Na wszystko co się dzieje i się wydarzy w moim życiu chce odpowiedzieć „oto ja służebnica pańska…” już teraz bez lęku i z wielkim zaufaniem. Dziękuję Bogu za wielką łaskę którą mnie obdarzył pozwalając uczestniczyć w Światowych dniach młodzieży w Panamie

Weronika Stącel 21 lat z Przeworska